piątek, 27 marca 2015

POMOŻECIE?

Pomożecie? Bo ja tak. Z bloga Kwiat Dolnośląski:

Radosna kartka dla Mai


Dostałyśmy niedawno maila z prośbą, którą chcemy skierować także do wszystkich naszych czytelników...
http://postforfriends.blogspot.com/
 Drogie Scraperki i Scraperzy,
Zwracam się do Was z gorącą prośbą o przygotowanie radosnej i kolorowej kartki dla chorej Mai. Maja chodzi do szkoły razem z moją córką Melą. Ma 10 lat. W ubiegłym roku w listopadzie dowiedziała się, że jest chora na złośliwy nowotwór kości ( historia choroby opisana jest na Jej blogu: http://postforfriends.blogspot.com/). Marzeniem Mai jest otrzymanie jak największej liczby kartek pocztowych, dlatego ośmielam się poprosić Was o umieszczenie takiej informacji na swoich blogach scrapowych - może ogłosicie wyzwanie kartkowe "Radosna Kartka dla Mai".
Kartki można przesyłać do szkoły Mai pod adresem:
Szkoła Podstawowa i Gimnazjum "PRIMUS"
al. Jana Matejki 16A
50-333 Wrocław
z dopiskiem"Kartka dla Mai"
Pozdrawiam,
Barbara Wychowałek 

No to do dzieła! I dajcie znać kto wysłał kartkę do Mai... jesteśmy ciekawi ile osób uda nam się do tego miłego gestu namówić.
A dla tych, którzy mieszkają we Wrocławiu i okolicy, mamy propozycję: przynieście swoje kartki na najbliższe spotkanie Kwiatu Dolnośląskiego (19 kwietnia), a my wyślemy je wszystkie razem!

środa, 25 marca 2015

WIELKANOCNIE

Robótkowo kartki wielkanocne z tegorocznego zestawu wzorów ze Stitching Cards, czyli Value Pack No. 67: Easter 

Easter Basket of Eggs - stitchingcards.com 

Easter Egg Flowers - stitchingcards.com 

Easter Egg in a Cage - stitchingcards.com 

Easter Eggs and Chicks - stitchingcards.com 

Easter Egg Coach - stitchingcards.com 

Easter Bonnet - stitchingcards.com
 Stary wzór z Form-A-Lines, który zniknął ze strony

 Wild Rose and Easter Cross - form-a-lines.net 
I jeszcze takie decou-maleństwa trafiły do kopert z kartkami - drób z przodu, pisanki z tyłu. Albo odwrotnie.



Książkowo nadal Niebo bez ptaków Danuty Brzosko-Mędryk i cytat wyjaśniający tytuł: 
"Ale na próżno szukam zapachu ziemi, mimo że tę majdankową przekopujemy wielokrotnie i głęboko, ciągle przerzucając łopatami. Nie pachnie dobrą, życiodajną glebą. Jest sucha, bez tłustego połysku, jakby i z niej wyssano już życie, jałowa. I niebo nad nią bez ptaków, które daremnie szukałyby tu pokarmu."*

I jeszcze kilka cytatów: 
"Bubi - dwunastoletni ulubieniec esesmanów, Żyd, który na rozkaz Niemców powiesił własnego ojca... W twarzy nie widać rysów dziecka, zatraciły się pod okrucieństwem i chytrością.  
Kapo Bubi bije więźniów, na równi z innymi wzbudza strach. Morduje uderzeniami drąga, bo chociaż jest jeszcze dzieckiem, to przecież więźniami są chorzy, zabiedzeni mężczyźni. Niemcy kazali uszyć Bubiemu mundur czarno-czerwony, jaki noszą inni kapowie, przeważnie kryminaliści. Bubi - niemiecka złośliwa maskotka - zna swoją "wartość", wie, jak podobać się przełożonym."** 
"Ten najmłodszy i jeden z najzłośliwszych funkcyjnych i w nas wzbudza lęk, mimo że nigdy nie wtrąca się do naszej pracy. Zza firanki obserwujemy chłopaka, w złośliwej twarzy doszukując się rysów dziecka. Jaki był w domu? Co w nim wyzwoliło najgorsze instynkty?"*** 
"Żenia przez pierwsze tygodnie jest taka jak dawniej - miła, uśmiechnięta, grzeczna i koleżeńska. Pewnego wieczoru, tuż przed zgaszeniem świateł, zostaje wezwana przez aufzejerkę i wraca dopiero po dwóch dniach. Milczy, jest trochę zmieniona, jakby cichsza. Ale wkrótce pasiak zastępuje cywilną sukienką z maleńkimi na plecach literami KL, bez sztrajfy, drewniaki - butami oficerskimi. Co nas najbardziej zaskakuje, to trzcinka, z którą się nie rozstaje, a którą zaczyna bić."**** 
"Przybyło do obozu kilkanaście aufzejerek. (...) Luiza Danz robi początkowo dobre wrażenie, jakby w tej bandzie ordynarnych Niemek znalazła się przypadkowo. (...) Ale po miesiącu i w niej zachodzi zmiana.  Początkowo tylko w sposobie bycia, dowcipie, śmiechu. Potem zaczepia więźniów, podstawia im nogi i kopie, uważając to wszystko za zabawę. Luiza Danz nie robi wrażenia panienki z "kindersztubą", staje się ordynarna jak inne. Co na to wpływa? Świadomość władzy nad więźniami czy chęć dostosowania się do poziomu niemieckich kobiet?"***** 
Jak myślicie, co wpłynęło na zachowanie tych ludzi? Dlaczego stali się takimi, jakimi się stali? I czy choć częściową odpowiedź na te pytania znajdę w innej z moich lektur obowiązkowych, czyli Efekcie Lucyfera Philipa Zimbardo, którą mam zamiar przeczytać w następnej kolejności? 

Do następnego.
____________________________________

* Brzosko-Mędryk, Danuta: Niebo bez ptaków. Warszawa: Wydawnictwo Ministerstwa Obrony Narodowej, 1968, s. 188.
** Tamże, s. 58.
*** Tamże, s. 197.
**** Tamże, s. 102.
***** Tamże, s. 156-157.

środa, 18 marca 2015

WYGLĄDA...

Wygląda na to, że warsztaty z découpage'u,  na które napaliłam się jak szczerbaty na suchary, nie są mi pisane. Co prawda od początku miałam zaplanowane, że będę na nie chodzić tylko do końca marca, bo potem będą mi się z godzinami pracy zazębiać, ale i to nie wyszło - grupa została zawieszona, a motywacji do samodzielnej pracy w domu brak. Dobrze, że nie rozpędziłam się z kupowaniem materiałów, bo co bym z tymi wszystkimi farbami i lakierami zrobiła? Tymczasem wyszywam kartki wielkanocne, bo pora na to najwyższa.


Książkowo Niebo bez ptaków Danuty Brzosko-Mędryk, czyli wspomnienia autorki z piętnastomiesięcznego pobytu w obozie na Majdanku. Pamiętnik ten zdobył drugą nagrodę w ogłoszonym w roku 1965 przez Towarzystwo Opieki nad Majdankiem i Państwowe Muzeum na Majdanku konkursie na pamiętniki byłych więźniów Majdanka i innych obozów i miejsc kaźni na Lubelszczyźnie, a jego autorka jest pierwszą kobietą, której wspomnienia zostały wydane w formie książki. Pamiętnik ten powstawał już w obozie - pisany na skrawkach papieru, które dzięki robotnikom z zewnątrz przesyłane były poza Majdanek.

Ze wstępu:
"Pamiętnik Danuty Brzosko-Mędrykowej pozwala niejako zatrzymać czas w miejscu. Poznajemy lubelski obóz zagłady takim, jakim on był naprawdę, przeżywamy problemy i zdarzenia tak, jak byśmy w nich uczestniczyli."*  
To prawda - czytam i jestem tam. Czuję chłód styczniowej nocy, razy zadawane pejczem, płaczę czytając o matce, która popełniła samobójstwo, by chronić swą córkę i boję się, że to wszystko może się powtórzyć.

Fragment, który z pierwszego czytania utkwił mi w pamięci najbardziej:

"(...) idą ludzie - nieludzie, szkielety obciągnięte szaroniebieskimi, bardzo brudnymi ubraniami. (...)
Skórki spleśniałego chleba i inne odrażające resztki błyskawicznie  znikają w ich żołądkach. Patrzymy przerażone, zbijamy się w gromadę, radzimy. Po chwili wynosimy resztki zapasów - chleb, czosnek i cebulę.
Pasiaki rzucają się na jedzenie, z ust cieknie im gęsta ślina, łapczywie łykają, krztusząc się.
Świst pejcza. To kapo wali po plecach i głowach biedaków. Bat przecina nie zagojone na twarzy rany, rozjątrza ręce, pokryte wrzodami.
Więźniowie nie rzucają jedzenia.
Zaciskam zęby, aby nie wyć z rozpaczy. Za mną któraś szlocha, inna, wymiotując, opiera się o barak. Spostrzega to jeden z więźniów, biegnie i rękoma zbiera wymioty.
Wściekły kapo (...) wyrywa z brudnych rąk chleb. Patrzymy, jak depcze go lśniącymi butami. 
(...) dziś kapo bije i depcze resztki chleba. Pasiaki rzucają mu się pod nogi i wyrywają prawie cudem zdobyty pokarm."**

Do następnego.

Bez uśmiechu zamiast kropki, bo jakoś mi dzisiaj tu nie pasuje.
____________________________________

* Brzosko-Mędryk, Danuta: Niebo bez ptaków. Warszawa: Wydawnictwo Ministerstwa Obrony Narodowej, 1968, s. 7.
** Tamże, s. 40-41.

środa, 11 marca 2015

ŚPIESZYSZ SIĘ...


"Śpieszysz się." - usłyszałam za plecami. "Nieprawda." - odpowiedziałam, nie podnosząc głowy znad pracy i... szlag wszystko trafił, dlatego góra wygląda jak wygląda (nabrałam za dużo lakieru przez co serwetka rozmoczyła się i podarła podczas rozprowadzania go, więc próbowałam ją po swojemu ratować), a na pomysł wygładzenia jej papierem ściernym wpadłam, gdy na poprawki było już za późno.



Reszta jest OK i chustecznik, choć ze skazą, która oczywiście była artystycznie zamierzona ;-), powędrował tam, gdzie powędrować miał, czyli do mojej Mamy, której podobnie jak Wam, bardzo podobał się motyw kaszubski na jajku - no to ma teraz dwuelementowy komplet, do którego być może jeszcze coś dojdzie. Oprócz zepsutej góry, miałam problem ze wsunięciem przyozdobionego serwetką denka - napęczniała wilgocią farby sklejka za nic nie chciała zmieścić się w prowadnice i zaczęła się wyginać, więc za radą bardziej doświadczonych współuczestniczek warsztatów przycisnęłam ją w domu ciężkimi książkami, a brzegi nasmarowałam woskiem i teraz z małym oporem, ale wsuwa się na swoje miejsce.


Książkowo nadal  Zalotnica niebieska Magdaleny Samozwaniec. Niedużo mi jej zostało i myślałam, że skończę ją w podróży, ale jakoś nie umiem skupić się na czytaniu w pociągu, gdy współpasażerowie rozmawiają - może ci jutrzejsi nie będą tacy gadatliwi i zanim dojadę do domu książka będzie przeczytana.

W kolejce czeka kolejna z zaczętych kiedyś, a nie dokończonych książek, czyli Niebo bez ptaków Danuty Brzosko-Mędryk. Wiele lat temu znalazłam ją u mojej Babci, zaczęłam czytać, ale nie zdążyłam dokończyć, a przy następnej wizycie nie mogłam jej znaleźć. Znalazłam ją natomiast w bibliotece i mam jakieś takie dziwne wrażenie, że już ją kiedyś wypożyczałam, ale nie pamiętam, czy doczytałam do końca. Możliwe że nie, bo książka do najłatwiejszych nie należy i lepiej nie czytać jej przy jedzeniu i przed snem.

Do poczytania za tydzień :-)

środa, 4 marca 2015

COŚ...



Coś nie mam szczęścia do decu-warsztatów. Najpierw grupa się rozpadła, a w tej nowej przez problemy zdrowotne na zmianę z instruktorką je opuszczamy, dlatego dziś pokażę coś, co bardziej niż dekupaż do słowa dzierganie pasuje. 

Holy Communion - stitchingcards.com
Haft wyszyty jest metalizowanymi nićmi Metalux na metalizowanym białym kartonie Perła, a bazą kartki jest biały karton Płótno - oba z Galerii Papieru. Krzyż to złota i srebrna metaliczna wstążka, dość sztywna i nie ukrywam, że nagimnastykowałam się przy jej przyklejaniu -  Magic jej nie łapał, a dwustronna taśma klejąca nie chciała trzymać drugiej warstwy, podobnie było z hostią. Ciekawe, czy z klejem na gorąco byłoby łatwiej i czy nie przebijałby przez wstążkę?

Książkowo nadal  Zalotnica niebieska Magdaleny Samozwaniec. Czytam ją powoli i nie ukrywam, że zazdroszczę Pannom Kossakównym niezwykłego towarzystwa, w jakim się od dzieciństwa obracały - te wszystkie postaci znane z kart szkolnych podręczników, spotkać ich - marzenie. Czytając zastanawiam się też, w którym miejscu i dlaczego przerywałam wcześniejsze podejścia do tej książki - czy było to wtedy, gdy autorka rozpisywała się o motywie Boga i Szatana w poezji młodopolskiej i dwudziestolecia, czy przy obszernym fragmencie poświęconym Witkacemu, podczas gdy ja chciałam tylko o jej siostrze czytać?  Pojęcia nie mam, ale wiem, że tym razem przeczytam ją do końca, bo czemu by nie?

Do zobaczenia za tydzień ;-)