środa, 26 października 2016

I ŚMIESZNO I STRASZNO

Kliknij tutaj ;-)
Mówią, że lepiej późno niż wcale, więc prawie z dwudziestoczterogodzinnym opóźnieniem dołączam do Wspólnego Dziergania i Czytania u Maknety. Pisanie notki urozmaiciłam sobie słuchaniem różnych wersji Toccaty d-moll Bacha. Dlaczego akurat to? A bo przewijała się ona w dzisiejszym i śmiesznym i strasznym odcinku "Na sygnale", a że ja niestety oglądałam go jednym okiem, bo drugie było zajęte ekspresowym zamówieniem kartkowym, to pomyślałam, że chociaż sobie na dobranoc nastrojowej klasyki posłucham. Zamówienie pokażę, jak już trafi do zamawiającej, a dziś coś w klimacie Halloween. 

Scarecrow - stitchingcards.com
Wiem, wiem, Halloween kłóci się z naszymi przekonaniami religijnymi, ale jakby tak dobrze przypatrzeć się naszym niektórym obyczajom i pochodzeniu niektórych świąt, również tych najważniejszych, to też byłoby się do czego przyczepić, więc nie oceniajmy i nie potępiajmy obyczajów przychodzących do nas z innych krajów, nawet jeśli nam się nie podobają, zwłaszcza że nikt nas nie zmusza do ich celebrowania. 


Książkowo bez zmian - nadal Proust i Strona Guermantes, czyli trzecia część cyklu W poszukiwaniu straconego czasu Marcela Prousta.


I jeszcze taka mała medyczna dygresja na koniec. We wtorek miałam wizytę kontrolną u alergologa. Opowiedziałam mu o moim kaszlu, który wciąż mi towarzyszy, pokazałam zdjęcie przekrwionych oczu i wybroczyn wokół nich, a pan doktor co na to? 


Zdjęcie z 18.09.2016
Koklusz. Dopiero wtedy powiedziałam mu, że pulmonolog, u którego byłam, też tak uważa i czekam na wynik przeciwciał potwierdzający lub zaprzeczający jego diagnozę. Gdy powiedziałam, że sugerowałam tę chorobę lekarce rodzinnej, a ona odrzuciła ją jako chorobę wieku dziecięcego, alergolog roześmiał się i stwierdził, że na podstawie objawów, jakie mu opisałam i tego, jak wyglądałam i bez wyniku przeciwciał wie, że to koklusz i że dorośli też mogą zachorować, bo szczepionka działa kilka lat i nikt jej nie odnawia.  Wynik może będzie jutro, wtedy okaże się, kto miał rację.

Do miłego :-)

środa, 19 października 2016

BYŁY SOBIE ŚWINKI DWIE...




Kliknij tutaj ;-)

Two Pigs - stitchingcards.com

Dwaj studenci politechniki przechodzą obok uniwersytetu medycznego. W pewnym momencie jeden mówi do drugiego: - Wiesz, tak sobie pomyślałem, że jak z nich będą tacy lekarze, jak z nas inżynierowie, to strach chorować.

I coś w tym starym dowcipie jest, skoro dopiero czwarty lekarz, pulmonolog, podał jakiś konkret dotyczący męczącego mnie wciąż kaszlu. Ledwo zaczęłam mu opowiadać, jak to już drugi miesiąc kaszel umila mi życie, a on stwierdził, że podejrzewa koklusz, czyli krztusiec, czyli to, co już miesiąc temu sugerowałam lekarce rodzinnej, a co ona odrzuciła jako chorobę wieku dziecięcego, a tymczasem na krztusiec, który jest chorobą mocno zakaźną i przenosi się drogą kropelkową podczas kaszlu, można zachorować w każdym wieku, bo szczepionka podawana w dzieciństwie działa najwyżej przez dziesięć lat. Czekam teraz na wynik badania krwi, które potwierdzi lub wykluczy zakażenie pałeczką krztuśca, a czeka się na niego minimum dwa tygodnie. I mam nadzieję, że będzie to wynik jednoznaczny, bo wynik rezonansu taki nie jest - typowych zmian chorobowych nie widać, ale się ich nie wyklucza. Specjalista, który mi go zlecił, po zapoznaniu się z wynikiem stwierdził, że powodu do niepokoju nie ma, choć stuprocentowej gwarancji nikt mi nie da. I oby miał rację, bo jeśli się pomylił, konsekwencje mogą być dla mnie bardzo nieciekawe. Nie rozumiem tylko jednego - skoro wynik jest jaki jest, a nawrót choroby jest możliwy, dlaczego nie zlecił dokładniejszego badania, które dałoby większą pewność, że rzeczywiście nie ma czym się niepokoić. Pewnie limit przyznany przez NFZ już się skończył, bo nie sądzę, żeby lekarz tej specjalności był aż takim optymistą.

Książkowo bez zmian - nadal Proust i Strona Guermantes, czyli trzecia część cyklu W poszukiwaniu straconego czasu.


Do miłego :-)

PS. Rezonans nie ma nic wspólnego z kaszlem. To zupełnie inna bajka.

środa, 12 października 2016

BONSAI

 Kliknij tutaj ;-)
wzór tylko dla wtajemniczonych, niedostępny w regularnej sprzedaży

Czy zwracacie uwagę na to, co słyszycie pomiędzy sygnałem wołania, gdy dzwonicie do kogoś? Chodzi mi o te wszystkie dźwięki, melodie i inne takie czaso- i czekanioumilacze, czy granie/muzykę na czekanie. Szlag mnie jasny trafia, gdy dzwoni do mnie jakiś nieznany numer i po odebraniu okazuje się, że to pomyłka. Przecież każda osoba, która, czy to przypadkiem, czy celowo, wybrała mój numer słyszy wyraźny męski głos informujący o tym, że "Aneta zaraz odbierze". Aneta, a nie Franek, Czesia, czy inni państwo Kowalscy. Specjalnie ustawiłam taki tekst, żeby od razu było wiadomo, do kogo się dzwoni i nie traciło się czasu na błędne połączenie.

No, pożaliłam się.

A książkowo nadal Proust i Strona Guermantes, czyli trzecia część cyklu W poszukiwaniu straconego czasu. I długo jeszcze będzie, bo zamierzam przeczytać wszystkie siedem tomów.


Tydzień temu wróciłam do pracy po trzytygodniowym kaszlowym L4, a od dziś jestem na kolejnym tygodniowym, bo do kaszlu, który uparcie się mnie trzyma, doszedł katar i gorączka. Ech...

Jutro, czyli w czwartek, mam dwie wizyty u lekarzy specjalistów, w tym jedną bardzo ważną  - trzymajcie proszę kciuki.

Do miłego :-)

środa, 5 października 2016

BRZYDKA WIOSNA W KRAINIE LODU

Czy Wy wiecie, czy Wy wiecie, że właśnie mijają dwa lata, jak uczestniczę we Wspólnym Dzierganiu i Czytaniu z Maknetą i z Wami? Ale ten czas leci... 

Kliknij tutaj ;-)
Wczoraj wróciłam do pracy po trzytygodniowym L4, które na kaszel niewiele pomogło, podobnie jak trzy antybiotyki. Nawet nie wyspałam się przez ten czas porządnie, bo kaszel dokucza mi również w nocy. Co prawda napady teraz są rzadsze niż miesiąc temu, ale nadal są bardzo dokuczliwe. Nadal boli mnie wymęczone kaszlem gardło, mam chrypę i momentami zanika mi głos, ale że płuca i oskrzela czyste, gardło sprawdzone przez laryngologa również, a mojej lekarce rodzinnej skończyły się pomysły na leczenie mnie, to znaczy, że jestem zdrowa i mogę pracować, a kaszel sam z czasem minie.


Książkowo, jak widać powyżej, nadal Proust i Strona Guermantes, czyli trzecia część cyklu W poszukiwaniu straconego czasu.

Czas choroby postanowiłam umilić sobie dekupażowym kambekiem i wzięłam się za podkładeczki pod kubeczki, które, wstyd się przyznać, pewna mała wielbicielka Krainy Lodu, miała dostać na miniony Dzień Dziecka. 


Zainspirowana decou-pracami Anetty z Jamiołowa postanowiłam do podkładeczek dodać pudełeczko i właśnie od niego zaczęłam pracę i to był błąd, bo zapał minął mi tuż po zagruntowaniu go i naklejeniu na jego wieczko gazy (tak zwany efekt płótna) i serwetki. 


Pomalowane na biało pudełko nie wyglądało jednak zbyt ciekawie, więc zaczęłam je oklejać, w dodatku z jakimś zupełnie niepotrzebnym pośpiechem i wyszło, jak wyszło, czyli mało estetycznie i zastanawiam się, czy w ogóle to pudełko dawać - tak to jest, gdy się bierze za coś, co nie jest tym, co tygryski lubią najbardziej.


Co ciekawe, podkładeczki robiłam jako drugie w kolejności, gdy byłam już zniechęcona pracą nad pudełkiem i wyszły trochę lepiej. Tył podkładek, podobnie jak spód i wnętrze pudełka jest ciemnobrązowy.

Do miłego :-)